2002-2004

ściągam kurtkę przemoczoną od bycia niechcianą
jeszcze drżą mi kolana
palce zziębnięte na kość

nie ma ognia w pobliżu
trudno ogrzać się przy słowach odrzucenia
sięgam po ciepłą herbatę
sok malinowy
dziś cierpki

pies ma dalej te same kochające oczy
a klon szumi jakby szeptał że to minie
powiedz to
tej dziewczynie

nie wiem kto mówi
ale głos jest wyraźny

to ci kiedyś wyjdzie na dobre
przypadków nie ma
nie wierzyłam wtedy cygance
a jednak miała rację

niech wam związek lekkim będzie
szczęścia na cudzym nieszczęściu ponoć nie sposób budować
upieram się więc że jestem szczęśliwa
aby to choć jednemu z nas wyszło na dobre

chcę czym prędzej
wysuszyć chociaż same rękawy
by nie przeziębić się na śmierć